Jest to tłumaczenie artykułu z bloga Shane & Peter. Oryginał można znaleźć tutaj.
Jeżeli zmuszony jesteś teraz podjąć ważną decyzję życiową, lub zastanawiasz się co dalej robić w swoim życiu, sugeruję zatrzymanie się na chwilę, zadanie sobie paru pytań i szczerą na nie odpowiedź.
O co chodzi?
Jeśli rozważasz podjęcie pracy w formie samozatrudnienia, lub po prostu uruchomienie firmy w dodatkowym czasie poza stałym zatrudnieniem, znajdź chwilę aby przeczytać ten tekst.
80% firm nie przetrwa dłużej niż 5 lat. Kiedy spytałem się o to Toma, jednego z moich mentorów, odpowiedział, że większość ludzi traci cel z pola widzenia i pod wpływem bieżących zdarzeń w swoim życiu nie koncentrują się na najważniejszej rzeczy – aby ich działalność w przynosiła klientom unikalną wartość. Może po prostu to jest zbyt trudne, lub brak im wsparcia ze strony kogoś bardziej doświadczonego. Jego zdaniem, nie mają oni po prostu wystarczająco silnego powodu, aby chcieć odnieść sukces. Sam kiedyś likwidowałem swoją firmę, więc mogę to potwierdzić.
Prowadzić własny interes to fenomenalne uczucie, bez dwóch zdań. Dla mnie najważniejsze w tym to wolność, możliwość świadomych wyborów, wpływ na swój los i pieniądze. Z drugiej strony trzeba robić rzeczy, które niekoniecznie się lubi i na pewno trzeba się umieć zmieniać i dostosowywać. Dlatego potrzebny jest powód silniejszy i większy niż tylko lubienie biznesu. Bo przyjdą na pewno też czasy trudniejsze i bardziej skomplikowane, kiedy jak nigdy potrzeba motywacji aby wytrwać. Dlatego, zanim zaczniesz zadaj sobie pytanie Dlaczego?
Pytanie: Dlaczego?
Gdy miałem 25 lat zadałem ojcu jedno z tych pytań.
„Moja siostra i ja jesteśmy już dorośli. Widząc to kim teraz jesteśmy, co byś zrobił inaczej, gdybyś mógł nas jeszcze raz wychować?”
Ciężkie pytanie. Milczał przez kilka minut, aż wreszcie odpowiedział mi, w jak zawsze wyważony sposób:
„Próbował bym was nauczyć sięgać marzeniami dalej niż studia. Widzisz, kładliśmy taki nacisk na to abyście skończyli studia sądząc, że sami będziecie potrafili odkryć co dalej, a nie przygotowaliśmy was na to co przychodzi potem.”
Nie była to dokładnie taka odpowiedź jakiej oczekiwałem, ale doskonale go rozumiałem. Podczas swoich studiów pięć razy zmieniałem kierunek. Nie dlatego, że nie dawałem rady z nauką, po prostu nie miałem pojęcia co chcę ze sobą zrobić po skończeniu nauki. Moja siostra miała ataki paniki na ostatnim roku, częstsze wraz ze zbliżającym się terminem obrony. Mieliśmy umiejętności, motywację i energię. Brakowało wizji, marzenia, celu.
Dlatego pytam się Ciebie – Dlaczego?
Nie, chęć bycia właścicielem biznesu to za mało.
Mój drugi mentor w biznesie zabrał mnie na konferencję, na której mogłem posłuchać Marka Wiktora Hansena (człowiek od Chicken soup for the Soul), który podczas swojego wystąpienia powiedział:
„Większość ludzi idzie do szkoły, uczy się aby dostać pracę, która zapewni im środki do życia i pewną ilość wolnego czasu. Wtedy, na bazie tego co wywalczą starają się z trudem zbudować swoje życie. Problem jest taki, że jest to podejście zupełnie od złej strony. Prawdziwi ludzie sukcesu najpierw ustalają czego oni właściwie chcą od życia. Wtedy mogą dojść do ładu z tym co chcą mieć, kim chcą być i mogą znaleźć kogoś, kto wiedzie takie życie jakie oni chcą. Mogą się go spytać o to Jak? I jeśli jest to legalne, moralne i etyczne ruszają w ślad za swoim mentorem.”
Pamiętam, jak spytałem się Toma,
„A jeśli dla mnie to będzie obnośna sprzedaż pasty do zębów lub przerzucanie gnoju?”
Roześmiał się i odpowiedział,
„Jeśli rozrzucanie gnoju to wszystko czego chcesz od życia, czyż nie będziesz wtedy szczęśliwy?”
Miał rację. Wyjaśnił, że w życiu każdego są rzeczy, które kochamy robić oraz rzeczy których nienawidzimy. Czy sądzisz że każdy olimpijczyk uwielbia znój codziennego treningu? A czy pielęgniarka znajduję satysfakcję w opróżnianiu kaczek? Chodzi o to, czego tak naprawdę chcesz od życia i konsekwentnie podążać w tym kierunku.
Jeśli jeszcze nie wiesz, szczerze doradzam każdemu zrobić listę, tak jak zrobiliśmy to my. Dla mnie było to trudne. Z kolei dla Julii, mojej żony to było jak seria z karabinu maszynowego. Wystrzeliła z siebie 140 pomysłów na to co chce robić i kim chciałaby zostać. Od ręki. Zdumiewająca wizjonerka. Ja zdobyłem się na 20 pozycji w pierwszym podejściu, zaczynając od pisania, więcej surfowania i więcej podróży. Pokazałem listę Tomowi, który się roześmiał i powiedział „Szczegóły! Marzenia potrzebują szczegółów.” Więc zacząłem jeszcze raz. Moja lista ma teraz 100 pozycji i najlepsze w tym jest to, że ciągle skreślam osiągnięte marzenia i wiem że moje życie ma cel. Moją listę będzie można sprawdzić na końcu tego tekstu.
Marzenie
Zwykle wstaję rano kiedy na to mam ochotę. Idę nad ocean poserfować. Spotykam ciągle nowych ludzi. Moja żona i ja lubimy popływać w południe. Uwielbiam pracować w publicznych miejscach. Staję ciągle przed fascynującym wyzwaniami, moje działania są ważne dla mojego zespołu i klientów, których obsługujemy. Jako zespół pracujemy dla największych firm z listy Fortune 500, dostajemy międzynarodowe wyróżnienia za naszą pracę, i udaje się nam zarobić niezłe pieniądze, które byłyby nie do pomyślenia za pracę na etacie. A wszyscy pracujemy z domów. Tu chodzi o wolność, możliwość wyboru, posiadanie wpływu i dochody. Jasne i proste.
Czy warto? Czy to jest coś dla Ciebie? Nie mam pojęcia. Za naszą wolność, wybory i dochody płacimy stabilnością. To nie znaczy, że stabilnie nie może być, da się to osiągnąć, ale… nikt niczego nie gwarantuje. Oczywiście obecnie, również jako pracownik nie można się czuć zupełnie bezpiecznym, czasy się zmieniły.
Będąc na swoim potrzebujesz samodyscypliny, umiejętności koncentrowania się na tym co naprawdę ważne, nieustającej chęć do uczenia się nowych rzeczy, zmiany, czasem konieczność robienia rzeczy, której się nie chce robić i bardzo mocnej etyki zawodowej. Czy to się da osiągnąć? Pewnie że tak, jesteśmy na to żywym dowodem. Wielu innych jak my jest na to dowodami.
Tak więc, dlaczego ja się zdecydowałem?
Byłem nauczycielem na część etatu oraz programistą, który często zmieniał pracę. Tak szczerze między nami, to nie byłem błyskotliwym pracownikiem, nigdy nie lubiłem, gdy ktoś mówił mi co mam robić. Kochałem serfowanie, moją dziewczynę (teraz żonę), spotykanie nowych ludzi i organizowanie różnych rzeczy. Dla mnie to było kwestia możliwości wyboru i choć jestem dość zachowawczy to jestem otwarty na podejmowanie dobrze skalkulowanego ryzyka. Gdy spotkałem Quinna McLaugin’a, wszystko stało się we właściwym miejscu i o właściwym czasie.
Quinn przesiadywał w Lulu (tam gdzie też poznałem Piotra) pisząc na czymś co wtedy musiało być najmniejszym laptopem świata. Nie oparłem się pokusie i zagadałem. Skończyło się na oglądaniu jego innych zabawek. W tamtym czasie właśnie dopiero co zamkną drzwi za Osirisem, jego firmą zajmującą się grami wideo i żył na pełnym luzie. Serfował (teraz kajtuje) albo jeździł codziennie na rowerze. Pracował z kawiarni, czasem na plaży czy w parku – wszędzie tam gdzie mógł mieć ze sobą swojego laptopa. Wybierał kiedy chce pracować a kiedy nie ma na to ochoty. Mimo to zarabiał dość, aby utrzymać się bez problemu w Santa Cruz (niezły wyczyn) a i tak miał dość czasu, aby włóczyć się przez parę miesięcy po Mongoli czy Chinach. Żył dokładnie takim życiem jakie sobie sam wymarzyłem. Zacząłem wiercić mu dziurę w brzuchu abym mógł u niego terminować, tak abym robił to co on. I on się zgodził. Po dziś dzień dziękuję mu za to. Dał mi pierwszych klientów i wsparł mnie swoją wiarygodnością przed nimi, gdy już byłem gotowy na usamodzielnienie się. Quinn pokazał mi wizję, życie, w którym mogę decydować jak żyć własne życie.
Potem spotkałem Toma, który z kolei nauczył mnie, że kontraktor jest prawdziwym biznesmenem a nie tylko samozatrudnionym płacącym mniejsze składki i podatki, pozbawionym za to ochrony socjalnej. On i jego żona zbudowali kilka firm, niektóre maleńkie, niektóre większe. Na dodatek w wyniku tego wszystkiego nauczyli się jak je ustawiać tak, aby żyły one własnym życiem, niezależnie od tego czy osobiście mocno się angażowali w bieżącą działalność czy nie. W praktyce zyskali wolność. Pokazali mi, że firma może prowadzić do wolności w sferze finansów osobistych, kontroli nad własnym życiem i możliwości pomagania innym. Pokazali kolejną wizję, która stała się motorem działań mojej żony i moim. Chcemy aby inni też tak mogli.
Co?
Pierwszego dnia gdy spotkałem Toma omawialiśmy jak należy analizować szanse w biznesie. Trzy rzeczy z tej rozmowy tak mocno we mnie utkwiły, że stanowią kluczowy element mojego procesu decyzyjnego po dziś dzień:
„Twoje dochody będą wprost proporcjonalne do tego, jakie problemy rozwiązujesz. Im większy problem, który pomagasz rozwiązać, tym większy Twój dochód. Dlatego dobry lekarz zarabia więcej niż kasjer w markecie. W końcu kto z nich dostarcza większą wartość dla Ciebie? Kiedy masz pomysł na jakikolwiek biznes, zapytaj się sam siebie, jaki problem to rozwiąże?”
„Wyczucie czasu jest kluczowe. Świetny przedsiębiorca przewiduje trendy i odpowiednio do nich się zachowuje. Najlepszą metodą zarabiania w dzisiejszym świecie to umieć znaleźć się przed tłumem podążającym za trendem. Zastanów się, czy w twoja branża będzie się rozwijać w ciągu najbliższego roku? Czy zapotrzebowanie na to co oferuje twoja firma będzie rosnąć?”
„Znajdź kogoś, kto już ma renomę w twojej branży i spraw, aby był organicznie zainteresowany w twoim powodzeniu. Nie ma niczego lepszego nad to.”
Mógłbym pisać o tym książki i może kiedyś napiszę. Jeśli jesteś w tej szczęśliwej sytuacji, że masz coś co jest twoją pasją, nie wahaj się tylko podążaj tą ścieżką. Ale jeśli wciąż nie jesteś pewien co to takiego, jedyne co mogę Ci podpowiedzieć, to szukaj czegoś, dla czego siedzisz do późna w nocy, bo jesteś zbyt podekscytowany aby iść spać. Wtedy pozostaje przekuć to na biznes.
Czym ja się zajmuję? Rozwiązuję problemy. To jest to co ja i Piotr uwielbiamy robić. Aha, i tak się składa, że często używamy też komputerów, ale to nie jest najważniejsze w tym co robimy. Komputery to tylko Jak, a nie Dlaczego czy Co.
Autor tego tekstu dołączył do niego swoją aktualną listę celów. Ponieważ obiecuje ją uaktualniać, więc zamiast ją tłumaczyć – zapraszam do przeczytania jej w oryginale (na końcu artykułu).
Popularity: 26% [?]




ten fragment o panice przed obroną jest żywcem wyjęty z mojego życia. ja nawet przesunąłem sobie ten termin o 1,5 roku, bo po prostu bałem się co dalej.
bardzo dobry art, daje do myślenia
pozdro
To powinno nosić tytuł “odfajkuj sobie marzenie”.
Geez, skąd się biorą ci maniacy Planu, Notatek i Skreślania??? A, no tak – z potrzeby innych do czytania o tym, jak ma być im samym lepiej. I maniacy Planu, Notatek i Skreślania sobie odfajkowują marzenia: “10 tyś. egzemplarzy w Nowym Jorku, 20 tyś. w Waszyngtonie, 120 tyś. dolców z przekładów”…
Fajnie, że podają gotową receptę na biznes. Pytanie: czy to nadal jest twój biznes, czy też po prostu realizujesz czyjś model wypełniając zakreślony przez niego Plan czytając jego Notatki i Skreślając osiągnięte ponoć twoje zamierzenia?
Bzdury.
@CoSTa: przykro to stwierdzić ale właśnie brak Ci celu w życiu :( – pozdrawiam
@pauluz
Znasz mnie? Wiesz coś o mnie, czego sam nie wiem? Masz jakieś argumenty na potwierdzenie swojej tezy odnośnie mojej osoby czy tak po prostu sobie piszesz by coś napisać? Śmiało, z chęcią poznam jakąś dogłębną analizę siebie. Pozdrawiam i nie mogę się doczekać. Ognia!
@CoSTa
Wiesz, ja w tym artykule zupełnie co innego znalazłem wartościowego, niż ‘marzenia do odfajkowania’
Jak już przy tych marzeniach – dlatego tej listy nie tłumaczyłem, bo jej treść nie jest taka istotna. Ważniejsze jest zwerbalizowanie konkretnych marzeń, planów, łotewer. Tu mówię ze swojego doświadczenia – nazwanie szczegółowo tego co się chce osiągnąć to jest duże ułatwienie. Zwłaszcza aby móc się utrzymać ‘na kursie’ ale i potem wiedzieć co się już osiągnęło.
Mnie do przetłumaczenia tego artykułu bardziej skłoniła obserwacja kilku moich znajomych, oraz ten kawałek
@costa, chyba do końca nie zrozumiałeś tego arta, albo przynajmniej skupiłeś się na jego najmniej ważnej części. może dlatego, że twoje pokolenie miało dużo ułatwiony start ‘zawodowy’ niż moje i nie dostrzegasz wyżej opisanych problemów, zmywających sen z powiek większości moich znajomych.
co do analizy, to ja mógłbym co nieco naskrobać (czytam cię od ponad roku) chociaż doszedłbym do innych wniosków niż pauluZ :-D
@vasip
Jakich?
@costa, nie zadręczaj się – pozytywnych. ale nie będę tu netmaniac’owi offtopic’ował
@vasip
Nie zadręczam się zbytnio. Może dlatego, że to nie ja pytałem o “jakich” :). Net, jakieś chochliki ci po blogu biegają i się cudzymi ksywami podpisują. Brzydale :)
Co do ułatwień ze startem… Nie rozumiem. Znaczy co, pracę mnie wciśnięto prosto w ręce, dano od razu solidne pieniądze i zabezpieczono mi przyszłość na tyle, że mogę sobie teraz bimbać i głowę łamać nad celem życia? Zapewniam, nikt mi ani mojemu pokoleniu nic nie ułatwiał. Było normalnie, tak jak jest teraz. Może trochę bardziej dziko i bez pewnych w tym momencie uregulowanych już zwyczajem i kulturowo relacji między pracownikiem a pracodawcą.
Ludzie miotają się ale to nie jest żadna nowość. Miotali się zawsze (3/4 moich znajmych robi zupełnie co innego, niż studiowali, ja studiów nawet nie skończyłem w wyniku tego całego miotania) i będą się miotać. Czemu? Bo dwudziestokilkuletni koleś nie ma bladego pojęcia, co będzie robił za lat dwa/trzy/pięć/dziesięć, jak mu się życie ułoży i jak zmienią mu się priorytety. Podchodzenie do tak dynamicznego układu z kartką, ołówkiem i gumką budzi moją ogromną wesołość a wszelkie tego typu przepisy to bzdury. Zaczynając studia miałem Plan. Po roku Plan mi się zmienił. Później zmienił mi się ponownie. Później jeszcze kilka razy a i tak teraz WSZYSTKO wygląda kompletnie inaczej, niż sobie zamierzałem. Ktoś może to nazywać miotaniem się. Ja to nazywam pełnią życia, korzystaniem z niego do bólu, wykorzystywaniem okazji i łapaniem co tam los zsyła. Boże, gdybym swoje życie miał rozpisane na ścianie powiesić, po jakimś czasie dołączyłbym jako element wiszący.
To bzdury, robienie ludziom wody z mózgu, wmawianie im możliwości zapanowania nad przypadkowością tego, co im się może w życiu przydażyć. Ludzka elastyczność ginie gdzieś między tymi papierkami i skoroszytami. Ta metoda może służyć celom doraźnym ale niczemu więcej.
Net, werbalizowanie pomaga? Pewnie tak. Ale na boga, nie mylmy zwykłych todosów z życiem! Co wspólnego z ważnymi decyzjami życiowymi ma taki ot fragment artykułu?
“Zacząłem wiercić mu dziurę w brzuchu abym mógł u niego terminować, tak abym robił to co on. I on się zgodził. Po dziś dzień dziękuję mu za to. Dał mi pierwszych klientów i wsparł mnie swoją wiarygodnością przed nimi, gdy już byłem gotowy na usamodzielnienie się. Quinn pokazał mi wizję, życie, w którym mogę decydować jak żyć własne życie.”
To nie są żadne decyzje tylko pokaz jak ktoś komuś życie urządza. Tak bardzo, że z czasem już samo się to toczy.
A poniższe to już jest pieprzenie czystej wody:
„Większość ludzi idzie do szkoły, uczy się aby dostać pracę, która zapewni im środki do życia i pewną ilość wolnego czasu. Wtedy, na bazie tego co wywalczą starają się z trudem zbudować swoje życie. Problem jest taki, że jest to podejście zupełnie od złej strony. Prawdziwi ludzie sukcesu najpierw ustalają czego oni właściwie chcą od życia. Wtedy mogą dojść do ładu z tym co chcą mieć, kim chcą być i mogą znaleźć kogoś, kto wiedzie takie życie jakie oni chcą. Mogą się go spytać o to Jak? I jeśli jest to legalne, moralne i etyczne ruszają w ślad za swoim mentorem.”
Ruszaj człecze za swym mentorem i czyń wedle wskazań jego. A później przystań na chwilę i zadaj sobie pytanie: ale tak właściwie do czego doszedłem? Uuups, do niczego. Poprowadzono mnie tam jako tę bożą owieczkę. Łażę w czyichś butach, ot co.
Chłopaki, nie wiem czego oczekujecie od życia. Ja mogę tylko powiedzieć, że już się nauczyłem, że nie istnieją gotowe rozwiązania, że nie ma “sposobu” na zrobienie sobie zarąbistego “planu” bo dynamika tego, co się dzieje po prostu na to nie pozwala. A co do mentora, za którym się dzielnie kroczy… Przerabiałem to. Po dwóch latach miałem dosyć patrzenia na czyjeś plecy. To nie był mój pomysł na dojście do tego samego punktu. Bo – jak się okazuje – sam punkt, owo “marzenie”, jest istotny ale równie istotne (a może nawet bardziej) jest to, jak do niego się dochodzi. I dosyć często dochodząc do owego “marzenia” trafia się na zakręt, za którym jest inne “marzenie”. I bogu niech będą za te zakręty dzięki bo pomarlibyśmy z nudów tak zapisując i ścierając.
@CoSTa
Po pierwsze pamiętajcie, że to jest artykuł tłumaczony i niekonieczenie zgadzam się z każdym jego słowem. Liczyłem, że wywoła on jakąś dyskusję i jak widać nadzieja nie była płonna :)
Czytałeś tamtą listę? Raczej nie jest to Plan Życia na Każdy Dzień Roku, który trzeba zmieniać co chwilę, tylko zestaw fajnych rzeczy, które autor chciałby mieć lub zrobić. I nie widzę powodu dla którego trzeba co chwilę ją zmieniać, bo się ‘zdezaktualizowała’. I nie znaczy, że każdą z tych rzeczy koniecznie trzeba zrealizować i że nic spoza listy nie ma prawa się zdarzyć. Jeszcze raz – lista pozwalająca trzymać ‘z grubsza’ kierunek.
A sam jeszcze raz spoglądam na oryginał. I naprawdę nie wiem czemu pogłębić relacje z mamą i tatą (75), być przyjacielem dla moich dzieci (50), sprawiać aby ludzie się uśmiechali, codziennie (63) i wiele innych miałoby się co chwila zmieniać. I nie są to todosy, bo todosem może być ‘zrobić backup XYZ’, ‘kupić chleb i bułki’, a tematy na tej liście są bardziej ogólne. Kolejna ważna rzecz – większość z tych rzeczy nie jest związana bezpośrednio z konkretną pracą. I dlatego nie będzie ona nieaktualna za 5 lat – w sensie Klimandżaro pewnie będzie stać nadal (25).
A co do pieprzenia czystej wody. Absolutna prawda z którą się zgadza to jest ta część tej wypowiedzi:
Obserwuję wielu ‘miotających’ się, którzy nie żyją swoim życiem, tylko życiem narzuconym przez rodziców, środowisko, niechęć do zmian i są z tego powodu głęboko nieszczęśliwi. Ale nie chcą lub nie potrafią po prostu zastanowić czego ONI chcą od życia. A to jest pierwszy krok do poprawy.
A co do mentora. Jeżeli dla Ciebie korzystanie z pomocy mentora to ‘prowadzenie jako bożej owieczki’ to widocznie mamy inne definicje. Ja kilkukrotnie się musiałem już przebranżawiać (co prawda cały czas w obrębie IT, ale jednak) i w niektórych przypadkach mogłem korzystać z takiej pomocy. Najpierw ja wiedziałem co chcę teraz robić i dokąd dojść a potem dopiero szukałem kogoś kto mi w tym mógł pomóc. Dzięki temu nie mogłem powiedzieć, że po prostu łaziłem w czyiś butach, tylko sam cały czas wiedziałem dokąd zmierzam.
Jeszcze jedna rzecz – Shane&Peter to blog adresowany do freelancerów, drobnych przedsiębiorców lub tych którzy chcą takimi zostać. Akurat w tej dziedzinie korzystanie z mentora który może wesprzeć swoim autorytetem jest nieocenionym ułatwieniem na starcie.
@costa, z tym lepszym startem chodziło mi o różnicę w nasyceniu rynku pracy (w porównaniu chociażby 5 lat temu do dzisiaj). Porównaj wymagania od kandydatów na na jakieś stanowisko w twojej branży dzisiaj, a 5 – 10 lat temu.
U mnie wystarczyło odizolować się na kilka dni od znajomych, rodziny, zerwać 5-letni związek z kobietą i pojawiły się konkretne cele, własne marzenia, które kiedyś były, ale wyjątkowo mocno stłumione przez oczekiwania innych.